Rozwój świadomości – takie sobie rozważania filozoficzne

Wiele mówimy o rozwoju świadomości i bardzo często określenie to dotyczy rozwijania pozazmysłowych zdolności postrzegania, ale czy to faktycznie jest rozwój świadomości? I czy świadomość można w ogóle rozwijać?

Rozwój talentów takich jak telepatia, jasnowidzenia i innego rodzaju czucia daje nam większy wgląd w rzeczywistość, ale to nie koniecznie prowadzi do rozwoju świadomości w takim pojęciu, w jakim ja ją pojmuję.

Czym jest świadomość?

Świadomość jest matrycą istnienia, na której opiera się rzeczywistość, czyli świadomość jest czymś, co pochodzi spoza struktur rzeczywistości – przy czym struktury te obejmują zarówno plany materialne, jak i subtelne. Świadomość zatem nie jest czymś, co można udoskonalać czy rozwijać, bo ona istnieje już w najdoskonalszej postaci. To jest coś, co możemy jedynie odkrywać.

Inną kwestią jest to dlaczego tak trudno dojść do pełnej świadomości, skoro jest ona tak naprawdę wszędzie w postaci swojego rodzaju szkieletu. Za wszystko odpowiedzialna jest konstrukcja rzeczywistości, która jest wypełniona olbrzymimi zasobami treści, które szczelnie zakrywają świadomość.

Całe życie (w tym również to w wymiarach subtelnych) spędzamy na podążaniu różnymi drogami, które zapętlają nas w nieskończonym cyklu istnienia. Zdobywamy wiedzę i doświadczenie, które prowadzi tak naprawdę do budowania nowych rzeczywistości, które nakładają się na pozostałe, a tym samym niejako oddalają nas od świadomości, jako takiej.

świadomość

Jak odkryć świadomość?

A żeby odkryć świadomość, trzeba zerwać wszystkie warstwy rzeczywistości, jest to pokrewne z tym, o czym od lat mówi się w szeroko pojętej psychologii. Każda kolejna zerwana i zniszczona warstwa zbliża nas do tej najbardziej surowej. W każdej warstwie rzeczywistości możemy odkryć tylko pewien skrawek świadomości do niej przypisany. Im gęstsza materia, tym mniejszy udział w niej świadomości. Aby zdobyć pełną świadomość, trzeba zniszczyć całą materię na danym poziomie. W ten sposób odkrywanie świadomości, to tak naprawdę destrukcja materii. Gdzie jest zatem rozwój?

I tu od wielu lat mam zagwozdkę na ten temat. Wydaje się, że rozwój rzeczywistości niestety odbywa się kosztem zmniejszania się w niej udziału świadomości. Dla porównania – można zadać sobie pytanie – ile jest świadomości w człowieku, a ile w maszynie? Im twardsza materia, tym mniejsza świadomość. Myślę, że jest pewien punkt krytyczny, w którym dochodzi do przejścia z minimum świadomości w maksimum (wąż połykający swój ogon). Dlatego rozwojem jako takim jest tak naprawdę materializm, który prowadzi paradoksalnie do zmniejszania się świadomości. Jednak z punktu widzenia świadomości jest to akt jej samopoznania.

rzeczywistość

Moja wycieczka do pierwotnej świadomości

Jeszcze jedna kwestia. Kiedyś próbowałam przeskoczyć w trakcie medytacji przez wszystkie stopnie świadomości i dotrzeć do jej źródła. Doświadczyłam wtedy czegoś dziwnego, a to, co zobaczyłam pod tymi wszystkimi warstwami, okazało się tak surowe, że z pewnością nie spodobałoby się wielu osobom, które marzą o przysłowiowej nirwanie. Wstrzeliłam się wtedy w jakiś tunel i dotarłam do miejsca, w którym nie było niczego. Nigdy wcześniej nie doświadczyłam takiego uczucia pustki. Nie było to przykre uczucie. Bo w sumie to nawet nie było uczucie, to nic nie było.

tunnel-20180_640

Mogłabym tak trwać w nieskończoność i w tedy w jakiś sposób pojęłam istotę tego wszystkiego. Teraz nie potrafię wytłumaczyć o co w tym wszystkim chodzi – nawet samej sobie – chociaż wtedy było to dla mnie oczywiste.

Zostało we mnie jednak z tego doświadczenia coś, co zmieniło moje postrzeganie rzeczywistości o 180 stopni. I myślę, że zmieniło się to nie tylko z punktu widzenia człowieka, którym aktualnie jestem, ale także całej mojej wielowymiarowej istoty. A co najważniejsze zabiorę tę wiedzę ze sobą po opuszczeniu Ziemi. Przy okazji doszłam do wniosku, że niestety jako istoty duchowe jesteśmy bardzo zgnuśniali i wcale nie tacy światli i świadomi, za jakich chcemy uchodzić. Paradoksalnie materia uczy nas pokory  pozwala zrozumieć o co w tym wszystkim chodzi.

Ogólnie od tej mojej podróży w głąb świadomości to właśnie rzeczywistość i materię traktuję jako cud i super nowoczesny wynalazek, który istnieje dzięki świadomości. Czuję się dzięki temu, jak przybysz z innych światów, które są o wiele mniej atrakcyjne niż ten, w którym aktualnie przebywam. I nawet, jak czasami życie mnie przerasta, bo jednak nie jest ono łatwe (ponoć prowadzenie ferrari też nie jest proste, ale jaką daje frajdę), to zawsze mam z tyłu głowy, że przecież jestem w miejscu, które zostało stworzone olbrzymim nakładem świadomości, która w swojej pierwotnej postaci nie umywa się do tego, co oferuje nam skonstruowana na jej bazie rzeczywistość.

Jaki z tego morał?

Jaki jest mój prywatny morał? A no taki, żeby doceniać rzeczywistość i wszystko co ze sobą niesie, bo jest ona wspaniałym dziełem świadomości. Im bardziej będziemy doceniać życie i otaczającą nas materię w postaci nie tylko flory i fauny, ale wszystkich aspektów materialnego istnienia, tym lepiej będziemy rozumieć, czym świadomość jest. To sławne zjednoczenie się czy poczucie pełni z wszelkim istnieniem jest jedynym dostępnym nam sposobem, aby móc doświadczyć świadomości bez konieczności niszczenia materii lub wyzwalania się z niej.

Połowę życia spędziłam na chęci wyzwalania się z materii (co ja nie robiłam i czego nie próbowałam;P), drugą połowę zamierzam spędzić na jej eksplorowaniu. Zachęcam też do tego. Życie na Ziemi jest tak cholernie krótkie, że jak wam zleci i się skończy, to po drugiej stronie możecie sobie pluć w brodę, że zamiast skupić się na tym, co było Wam dostępne na Ziemi, cały czas chcieliście spier..lić do światów subtelnych.

Otwórzmy oczy i patrzmy na świat, słuchajmy go, dotykajmy i chłońmy. Tak samo z ludźmi i zwierzętami, które nas otaczają. Są planety, gdzie można robić to w spokojniejszej atmosferze. No ale jesteśmy na Ziemi, gdzie życie to intensywny taniec na granicy możliwości, gdzie można się połamać czy coś sobie ponaciągać, ale jak się już skończy i daliśmy radę, to czujemy tylko przyjemne pulsowanie całej naszej istoty i satysfakcję, jakiej nie dadzą życia przeżyte na rajskich planetach harmonii i spokoju. Warto o tym pamiętać i sobie o tym przypominać, szczególnie wtedy, kiedy materia przyciśnie nas zbyt mocno.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *